26.04.21

Czego w czasach koronawirusa uczy nas sport?

„Czego sport może uczyć nas wszystkich w dobie koronawirusa?” - to pytanie, z którym coraz częściej spotykam się w swojej pracy. Odpowiedź, choć w teorii bardzo prosta, w praktyce urasta do rangi dużego wyzwania dla większości z nas.

Ponad rok temu, wracając ostatnim możliwym przed lockdownem, lotem z Los Angeles, zastanawiałam się, w jaki sposób i kiedy przystosujemy się w środowisku sportowym do nowych okoliczności. Dziś wiemy już, że igrzyska olimpijskie zostały przełożone, część sportów na dobre wróciło do w miarę regularnego funkcjonowania, a niektóre dyscypliny stworzyły wręcz nowe środowiska umożliwiające prowadzenie rywalizacji. Pojawiły się trudności i okoliczności, które trudno było sobie wyobrazić na początku pandemii, a które na nowo definiują sport. I wreszcie, nowa sportowa rzeczywistość pokazuje pewne mechanizmy i zjawiska, które ważne są dla każdego z nas – i na poziomie funkcjonowania osobistego, i zawodowego.

Kiedy w jakiejkolwiek rozmowie pojawia się pytanie przytoczone na początku tekstu, zawsze zaczynam od tego samego wątku. Jednocześnie, na samym początku odpowiadania zaznaczam, że zdaję sobie sprawę z tego, że to, co mówię brzmi banalnie. Mowa tu o dbaniu o siebie na poziomie najbardziej podstawowych potrzeb. Dziś, bardziej niż kiedykolwiek na przestrzeni ostatnich kilkunastu lat dynamicznego rozwoju wszystkich dziedzin opartych o performance, widzimy, jak ważne jest zabezpieczenie tego fundamentu. W tenisie na przykład, od bardzo dawna nie rejestrowano tylu kreczów w meczach i wycofań z turniejów z powodu kontuzji. Wiemy oczywiście, że sport wyczynowy wiąże się z takimi sytuacjami, jednak ich częstotliwość niewątpliwie jest charakterystyczna dla obecnej rzeczywistości. Wprost wiążemy te obserwacje chociażby z utrudnionymi warunkami podróżowania i trenowania, a tym samym regeneracji, podwyższonym poziomem napięcia i stresu związanymi z oczekiwaniami na wyniki kolejnych testów na COVID-19 czy specyfiką tzw. tennis bubble, a więc tenisowych baniek, w których żyją zawodnicy i sztaby szkoleniowe.

Podwyższony poziom stresu i niestandardowe warunki funkcjonowania to nie tylko wspomniany tenis. Te same wyzwania towarzyszą każdemu z nas. Dlatego tak istotne staje się zadbanie między innymi o zrównoważony w ilości i jakości sen, zbilansowane żywienie i optymalną dawkę aktywności fizycznej. Często wydaje się nam, że mamy tyle zadań do wykonania, tyle obowiązków, dążeń i wyzwań, że brakuje czasu na ten aspekt. Poświęcamy go po to, aby móc pracować, dbać o dom. To niestety pułapka. I choć wiemy o tym nie od dziś, obecne bodźce – związane między innymi z realiami koronawirusa, uwypuklają zależności. Bez zaspokojenia tych podstawowych potrzeb fizjologicznych nie dostarczymy sobie sił na to, aby sprostać silniejszym stresorom. Brene Brown w swoim podcaście opowiadała całkiem niedawno o tym, że obecnie, nawet planowanie najprostszych pozornie czynności staje się czasami wyzwaniem na miarę konstruowania operacji służb specjalnych. Decyzja o wyjściu do sklepu wymaga rozpatrzenia tego, ile osób i w jakich godzinach będzie się w nim znajdować. Decyzja o przyjęciu projektu w pracy wiąże się z uwzględnieniem nauczania zdalnego dzieci, zadbaniu o opiekę nad nimi, możliwości wygospodarowania kolejnej godziny w home office. W sporcie, lecąc na kolejny turniej nie wiemy, czy możliwe będzie efektywne trenowanie, czy ktoś z otoczenia nie otrzyma pozytywnego wyniku testu i nie spowoduje to kompletnej zmiany planów, zaskoczenia, frustracji i poczucia bezsilności. Sprostanie tym sytuacjom kosztuje i często nie jesteśmy dziś w stanie tych kosztów ponieść.

Tak było chociażby w przypadku tenisowego Australian Open w styczniu tego roku. Lecąc do Melbourne czarterowymi lotami, które zapewniał organizator, byliśmy niejako zdani na łut szczęścia. Jeśli choć jedna osoba na pokładzie samolotu otrzymała pozytywny wynik testu, wszyscy lecący danym lotem trafiali na tzw. twardą kwarantannę bez możliwości trenowania. Tego typu sytuacja niepewności, związana z niepokojem i napięciem stanowi źródło silnego stresu. Tylko sprawny organizm, możliwie wypoczęty, zregenerowany i funkcjonujący jak najbliżej zrównoważonego poziomu może poradzić sobie z coraz większymi wyzwaniami, napięciem, stresem. Nie tylko więc w rozmowach ze sportowcami, ale i podczas każdego ze spotkań, webinarów czy wykładów, które mam przyjemność wygłaszać, mówię o tym koniecznym powrocie do fundamentu. Nie ma mowy o efektywnej pracy i rozwoju w obecnej sytuacji bez „sprawnego silnika”.

Zacznijmy więc od przyjrzenia się temu, jak śpimy. Warto usystematyzować to, kiedy się kładziemy i wstajemy, a także to, w jakich warunkach zasypiamy. O korzystaniu z urządzeń mobilnych przed snem pisali i mówili już chyba wszyscy, ale to naprawdę ma sens. Warto wybrać książkę zamiast smartfona albo podcast czy audiobook zamiast oglądania filmu. Naszej regeneracji nie pomaga to, że dużą część aktywności przenieśliśmy do sfery online, dlatego w wolnym czasie (zwłaszcza wieczorami, przed snem) warto ograniczać to, co poznawczo męczy nas najbardziej. Ta sama zasada dotyczy zresztą spędzania wolnego czasu. Nie bez powodu coraz częściej stosuję w pracy ze sportowcami analogowe formy treningu mentalnego i regeneracji – poza tym, że rozwijają koncentrację czy spostrzeganie, nie eksploatują tak, jak wszelkie monitory. Dowód znajduje się na poniższych zdjęciach.

Wyświetl ten post na Instagramie.

 

Post udostępniony przez Daria Abramowicz (@abramowiczdaria)

Kolejnym krokiem jest zadbanie o zrównoważone odżywianie. Szczególnie pracując w domu często zmieniamy rytm spożywania posiłków, a także zmienia się to, co jemy. Powodów jest wiele: brak czasu, chaotyczny plan dnia, nieregularny czas pracy. Warto próbować systematyzować ten obszar. Dobrym początkiem jest stworzenie sobie rytmu – konkretnych przedziałów czasowych, w których jemy. Organizm zyskuje wówczas więcej szans na osiągnięcie pewnego rodzaju równowagi. Pamiętając o tym, że nie możemy przemieszczać się tak swobodnie, jak przed pandemią, korzystać ze słońca czy aktywności fizycznej, warto także zadbać o dostarczanie większej ilości mikro- i makroelementów w pożywieniu. Krótko mówiąc – jedzmy mądrze dbając o „paliwo” dla ciała i umysłu.

I wreszcie – aktywność fizyczna i regeneracja. Rozpoczynając od jogi, kończąc na trenażerach kolarskich – wiele jest form ruchu, które możemy podejmować w warunkach domowych. To samo dotyczy odpoczywania. Jakościowego, opartego o docenianie drobnych momentów spokoju i wytchnienia w tym skomplikowanym planowaniu i działaniu. Zawodnicy, z którymi pracuję, często otrzymują ode mnie zadanie brzmiące: ”Każdego dnia zrób jedną, drobną rzecz tylko dla siebie”. Niech to będzie wykonanie telefonu do kogoś, za kim tęsknimy, a z kim dawno nie rozmawialiśmy („bo nie mam czasu”). Może pół godziny na odcinek ulubionego podcastu? A może spacer z najbliższą osobą.

Te trzy obszary budują fundament dobrostanu. W tych wymagających czasach pomagają osiągnąć i utrzymać taki poziom funkcjonowania, który pozwala na skuteczne radzenie sobie w nowej rzeczywistości. Warto pamiętać, że w pewnym momencie koronawirus przestanie tak wyraźnie oddziaływać na nasze życie. Jednak wyzwania i napięcia związane z naszym funkcjonowaniem pozostaną. W sporcie widzimy wyraźnie, jak doświadczenia ostatniego roku odkładają się i nakładają na siebie. Jak zaburzają komfort funkcjonowania i uniemożliwiają osiąganie szczytu możliwości. To ważna lekcja dla nas wszystkich – także tych, którzy nie muszą pozostawać w tak silnym dyskomforcie fizycznym. Dbajmy o siebie na podstawowym poziomie budując zasoby, które są jedyną szansą na adaptację do nowej rzeczywistości.