08.02.26

Historia Lindsey Vonn przypomina najważniejsze prawdy o sporcie

Trudno o lepszą okazję do przypomnienia nam wszystkim o wielu różnych funkcjach, jakie w naszym życiu pełni sport niż igrzyska olimpijskie. A gdy do tego przed naszymi oczami pojawia się historia taka, jak ta, którą pisze Lindsey Vonn, pozostaje chłonąć, uczyć się i wyciągać wnioski.

Oczywiście, że decyzja o tym, aby startować na najważniejszej imprezie czterolecia bez więzadła krzyżowego przedniego (całkowicie zerwane według komunikatu samej zawodniczki) może być zaskakująca, a wręcz, co zresztą widać po opiniach i komentarzach pojawiających się w sieci, uważana za błędną. Zostawiając jednak całą dyskusję dotyczącą tego, kto ma do opinii prawo i czy zawsze z tego prawa warto korzystać, należy pamiętać o kilku faktach. Przede wszystkim, sportowcy – zwłaszcza ci, którzy rywalizują na poziomie top performance – otaczają się zespołami ekspertów wspierających ich w różnych obszarach. Decyzja o tym, aby startować w igrzyskach, na tak wysokim poziomie i przy takiej stawce, to nie podyktowany emocjami kaprys, a efekt dogłębnej analizy, konsultacji, rozważania wszystkich za i przeciw. Jak wskazują eksperci, a nawet sama zawodniczka, oczywiście że z taką decyzją wiąże się ryzyko. Jak wysokie, na jakie godzi się zawodniczka, co ostatecznie przeważa? To już kwestia związania z kontekstem, historią, zasobami. Wiadome jest jedno. Przeszłość miała już miejsce i nie da się jej zmienić, a przyszłości nie znamy, ponieważ nie dysponujemy magicznymi umiejętnościami korzystania z kryształowej kuli. Możliwości, decyzje, działania są tu i teraz. Ta zasada leży zresztą u podstaw uważności i budowania poczucia skuteczności.

Historia Lindsey Vonn, jej decyzja o starcie w igrzyskach, a także całe poruszenie, jakie towarzyszy nam w ostatnich dniach przypomina niewątpliwie o tym, jak silna jest społeczna funkcja sportu – i to na kilku płaszczyznach. Jednoczymy się wobec wyjątkowej i budzącej emocji historii. Identyfikujemy się z poczuciem niepowodzenia, z emocjami związanymi z ryzykiem zaprzepaszczenia marzeń, a także z tymi związanymi z pojawiającą się szansą na ich realizację mimo dużych przeszkód. Kibicujemy bohaterce pokonującej kryzysy i stającej w obliczu wyzwania dalece przeważającego to związane z osiągniętym rezultatem. To ciekawe szczególnie, że obecnie skupiamy się jako społeczeństwo raczej na wyrażaniu wobec sportowych bohaterów oczekiwań związanych z tym, że „powinni” dostarczać zwycięstwa bez potknięć i słabszych dni.

Właściwie wyłącznie igrzyska olimpijskie przypominają dziś właśnie o tej stronie sportu – o ludzkich historiach pokonywania kryzysów, o mnogości wyzwań i zwycięstwach związanych nie tylko z rekordami i wynikami. O tym w dużej mierze jest historia Lindsey Vonn i takie struny w nas porusza. Identyfikacji z doświadczeniem, z brakiem perfekcji i sięganiem do bardzo głębokich pokładów siły i odporności psychicznej.

A co ze sportowcami? To nie tylko ciekawa opowieść, historia z nagłówków. Dla nich to raczej przypomnienie, a być może i uświadomienie w kilku kwestiach. Niewątpliwie też inspiracja. Co tak naprawdę stanowi dyskomfort? Na co tak naprawdę ich stać? Gdzie leżą granice tego, co jest możliwe i czym jest ta osławiona rezyliencja? Najczęściej tylko sami zawodnicy i ich zespoły wiedzą, z jakimi urazami i przeszkodami innej natury przychodzi im mierzyć się podczas rywalizacji. Jakie decyzje muszą podejmować i z jakimi przekonaniami, myślami i emocjami się to wiąże. Między innymi z tego powodu, wyobrażając sobie, jak trudno odnaleźć się i jak trudno iść przez każdy kolejny dzień w sytuacji, w której znajduje się obecnie Vonn, empatyzują, współodczuwają i okazują tak duże wsparcie w formie, w której jest to możliwe (a więc głównie z poziomu aktywności w mediach społecznościowych). Wyrażają też podziw, ponieważ jako jedni z niewielu rozumieją, jak wielu zasobów potrzebuje zawodniczka do tego, żeby poradzić sobie z wyzwaniem i jak wiele z nich posiada.

Są to prawdy i zasady uniwersalne dla każdej dyscypliny sportu i dlatego bardzo wielu sportowców jest w stanie odnaleźć się choćby w części w tych okolicznościach, w których znalazła się Lindsey Vonn. Poza aspektem siły i odporności psychicznej myślą często także o pewności siebie, która bywa Świętym Graalem w sporcie i nie tylko. I tu pojawia się kolejna „przypominajka” o tym, że pewność siebie nie wyklucza strachu oraz o tym, że można osiągać swoje cele, wykorzystywać potencjał i realizować pasję mimo braku tego poczucia. A jego źródła? To przede wszystkim wartości, sieć wsparcia społecznego, poczucie kompetencji, umiejętności.

Co teraz? Wydaje mi się, że zanim wszyscy funkcjonujący w świecie sportu usiądziemy przed ekranami z nadzieją, że zobaczymy, jak Lindsey Vonn po raz kolejny pisze historię, warto w tym miejscu wrócić do obserwacji związanej z tym, że choć współcześnie przez wszystkie przypadki odmienia się oczekiwania, wyniki i medale, te dni są o czymś innym. To przypomnienie tego, z czego składa się sport, co stanowi o mistrzostwie i na co wszystkich nas stać. Oby tych inspiracji – ze szczęśliwymi zakończeniami – było jak najwięcej. Bo to ważniejsze niż jakikolwiek rekord.

 

(fot. eurosport.com)